Tomasz Lis o mediach i o politykach

Wczoraj odbyło się spotkanie Tomasza Lisa ze studentami UWM-u. Krytyka należy się organizatorom, którzy nie przewidzieli, że spotkanie będzie się cieszyło się dużym zainteresowaniem. Tłum studentów stał przed zamkniętymi drzwiami auli i nikomu nie przyszło do głowy, żeby wcześniej wpuścić ludzi do środka. Być może dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie zaproszeń, co pozwoliłoby ograniczyć liczbę uczestników spotkania do tych naprawdę zainteresowanych.

Poglądy Tomasza Lisa na stan współczesnych mediów są ciekawe. Lis stwierdził, że współczesne media się tabloidyzują. Mówiąc to, miał na myśli zajmowanie się mediów rozwodem Marty Kaczyńskiej. Zdaniem Lisa, powinien to być najwyżej przedmiot zainteresowania kolorowych czasopism, które dziennikarz określił mianem „gównianych”. Z drugiej strony Lis wskazał na konieczność interesowania się mediów sensacyjnymi wydarzeniami. Granica między zaspokajaniem potrzeby otrzymywania sensacyjnych newsów a tabloidyzacją jest bardzo cienka.

Lis uważa również, że polskim politykom daleko jest do ich amerykańskich kolegów po fachu. Stwierdził, że Bielan i Kamiński zadbali o to, aby kampania wyborcza była poprowadzona w profesjonalny sposób. Określił słynną reklamę z lodówką jako marketingowy majstersztyk. Jednak Lis uważa, że PiS-owi brakuje pomysłu na rządzenie. Gdy ktoś krytycznie wyraził się o Samoobronie i Lidze Polskich Rodzin, dziennikarz zwrócił uwagę, że PiS na tle tych partii jakoś specjalnie się nie wyróżnia.

Ocena klasy politycznej dokonana przez Lisa była zdecydowanie negatywna. Dziennikarz wymienił bodajże tylko Bartoszewskiego i Kwaśniewskiego jako polityków, z którymi można przeprowadzić długi wywiad i będzie to materiał ciekawy dla widzów. Wspomniał również, że zrealizowałby program w formule „jeden na jeden” z udziałem Jarosława Kaczyńskiego, ale ten od jakiegoś czasu nie chce z nim rozmawiać.

Zabawne były pytania, które zaczynały się mniej więcej tak: mam poglądy liberalne, ale uważam, że Dorn miał rację z tymi wykształciuchami…; nie jestem zwolennikiem ministra Ziobry, ale…
Jakby nie można było po prostu powiedzieć: jestem z młodzieżówki PiS-u.

Tajność i jawność

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w Polsce jest ujawniane to, co powinno być tajne, a utajnia się to, co powinno być jawne (patrz: odwołanie ministrów bez podawania powodów).

Antoni Macierewicz na konferencji prasowej użył w jednym zdaniu słów: „legendować”, rezydentura i weryfikowanie. To dopiero powinno być utajnione.

Dymisja Sikorskiego

To gdzie ten rząd fachowców?

Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych…

… ale znalazł się człowiek, który może zastąpić wszystkich innych.
To Kazimierz Marcinkiewicz, rzecz jasna.

Język pana prezydenta

Trzeba przyznać, że prezydent Kaczyński ma bogate słownictwo. Było „spieprzaj dziadu”, jest „małpa w czerwonym”. Słowa prezydenta nie były skierowane do dziennikarki, ale były o dziennikarce do Andrzeja Krawczyka. Skoro inni je usłyszeli, to wypadałoby powiedzieć „przepraszam” i byłoby po sprawie. W końcu każdemu zdarza się palnąć głupstwo. Niestety prezydent chyba uważa, że on nie musi przepraszać.

Mówi się o brutalizacji języka polityki jako o reakcji na coraz ostrzejszą walkę o władzę. Zgadzam się z tym, ale dodałabym też inny powód: brak kultury. Niczym innym nie potrafię sobie wytłumaczyć faktu, że prezydent posługuje się takim, a nie innym słownictwem. Tłumaczenia Kaczyńskiego, że prywatnie różnie nazywa dziennikarzy i innych ludzi, są żenujące.

Samoobrona się broni

Relacja z konferencji prasowej Andrzeja Leppera w TVN 24 i podpis „Lepper przeprasza”. Chyba się coś komuś pomyliło. Lepper przeprosił za wypowiedzi polityków, a nie za działania. Widać, że zasięgnął porady u specjalistów od socjotechnik.

Dobrym posunięciem taktycznym było zaapelowanie do osób, które wiedzą cokolwiek o przypadkach molestowania, aby zgłaszały się do prokuratury. Ewentualne kolejne oskarżenia pod adresem Samoobrony będą traktowane jako prowokacje ze strony „Gazety Wyborczej” i osób, które nie są już w partii. Piotr Stasiński trafnie zauważył, że z jednej strony Lepper namawia do ujawniania przypadków molestowania, a z drugiej – od razu straszy pozwami z powodu pomówień.

Było nie tylko groźnie, ale i wzruszająco, kiedy Lepper łamiącym się głosem apelował do dziennikarzy, aby dali spokój jego rodzinie. Trzeba przyznać, że ładnie potrafi zmieniać temat i bardzo szybko przeszedł od skandalu związanego z Anetą K. do prywatyzacji.

Lepper o nieskażonej reputacji skontrastowany ze spiskującą resztą świata – chyba taki obrazek miała wykreować ta konferencja.

Partia kobiet

Gościem programu Blog FM w radiu TOK FM była dziś Manuela Gretkowska. Pisarka kojarzy się wielu osobom przede wszystkim ze skandalizowaniem. Z pewnością dotyka ona w swoich książkach i felietonach sfer, o których inni boją się nawet myśleć. Nie podejrzewałam jednak Manueli Gretkowskiej o ambicje polityczne. Okazało się, że niesłusznie. Mogę się domyślać, że to kobieta o bojowym nastawieniu do życia, ponieważ odważnie głosi swoje poglądy. Cenię takich ludzi nawet jeśli się z nimi nie zgadzam, zgodnie z maksymą Woltera „Chcę ci powiedzieć przyjacielu, że twoje poglądy są mi obrzydliwe, ale oddam życie, byś mógł je głosić”. Poglądy Gretkowskiej nie są mi obrzydliwe, więc tym bardziej mogę o nich pisać.

Gretkowska ma zamiar założyć partię polityczną walczącą o prawa kobiet. Właściwie plany nie są do końca sprecyzowane. Póki co pisarka stara się stworzyć grupę kobiet, które nie zgadzają się z obecnym stanem nierówności. Gretkowska nie ma jednak programu gospodarczego czy ściśle wytyczonej linii politycznej. Nie zamierza obniżać podatków ani opowiadać się po prawej czy lewej stronie sceny politycznej. Co do gospodarki, zgoda, jednak myślę, że Gretkowska myli się zakładając, że jej inicjatywa „Polska jest kobietą” skupi kobiety o różnych poglądach politycznych.

Plany Gretkowskiej są ciekawe, ale nie sadzę, że w jednej organizacji znajdą się kobiety o skrajnie różnych poglądach politycznych. Były już próby połączenia kobiet w organizacjach, które miały stać ponad podziałami politycznymi. Nie udało się, bo trudno znaleźć wspólne interesy kobiet o poglądach prawicowych i lewicowych (choć dałoby się). Nawet środowiska feministyczne dzielą się na dziesiątki odłamów. Gretkowska chce nakłonić kobiety, aby np. wspólnie walczyły do darmowe znieczulenia podczas porodów, o refundację antykoncepcji itd. Czy to może być plan łączący wszystkie kobiety poza zwolenniczkami Radia Maryja (takiego podziału dokonała Gretkowska)? Myślę, że pisarka ma mylne wyobrażenie, iż większość kobiet ma podobne poglądy na kwestie udziału kobiet w życiu publicznym, na antykoncepcję, na aborcję.

Nie od dziś zastanawiam się, czy parytet to dobry pomysł i nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Dobrze, że pojawiają się inicjatywy oddolne, których celem jest aktywizacja kobiet. Gdyby było ich więcej, dyskusje o parytecie nie byłyby potrzebne. Szkoda, że inicjatywa „Polska jest kobietą” pojawiła się dopiero po wyborach. Obawiam się, że do kolejnych wyborów z pomysłu mogą zostać nici. Nie wierzę, że organizacja Gretkowskiej będzie skupiała masy kobiet, ale może być dla wielu pań impulsem, aby zastanowić się np. nad startem w wyborach. Partia Gretkowskiej może się spotkać ze złym przyjęciem, bo będzie rozpatrywana w kategoriach sezonowej ciekawostki. A czy kobiety by na nią głosowały? Dla mnie to nie jest takie oczywiste jak dla Manueli Gretkowskiej, która szacuje, że co czwarta kobieta zagłosowałaby na taką inicjatywę.

I po wyborach

W Olsztynie prezydentem miasta był i będzie Czesław Jerzy Małkowski. Jego wygrana już w I turze z pewnością zaskoczyła wiele osób. Mnie jednak bardziej zaskoczył wygląd kart do głosowania, gdzie pojawiły się nazwiska zupełnie nieznanych mi ludzi. Zaliczam się do osób, które starały się dokonać wyboru świadomie, obserwowałam kampanię wyborczą dosyć uważnie i śmiem stwierdzić, że odrobina aktywności podczas kampanii kandydatom by nie zaszkodziła. Inni kandydaci z kolei postanowili bazować na nazwisku i podczas kampanii wyborczej właściwie nie byli widoczni. Wyniki są. Marne. Odpadli w przedbiegach.

Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz, uzyskał poparcie ponad 80% mieszkańców. Wynik rewelacyjny, ale chyba nie ma mieszkańca Wrocławia, który nie wiedziałby, co dla miasta zrobił Dutkiewicz. On prowadził kampanię wyborczą przez całą kadencję i są tego efekty. Co więcej, nawet po ogłoszeniu wyników nie zaprzestał prowadzenia kampanii. Dziennikarze zapytali go o plany. Dutkiewicz powiedział, że jutro będzie robił prezentację o środkach unijnych, a pojutrze ma spotkanie z inwestorami (nie cytuję dokładnie). To jest dobry menedżer, który wie, że kontrakt na kolejny sezon zostanie z nim podpisany tylko wtedy, gdy wyniki jego pracy będą satysfakcjonujące.

Oczywiście nie każdy kandydat na stanowisko prezydenta miasta czy radnego startuje z tak dobrej pozycji. Niektórzy nie mieli jeszcze okazji wykazać się pracą w samorządzie, ale bardzo by chcieli. Problem polega na tym, że niewiele robią, żeby ich nazwisko było rozpoznawalne. Przeczytałam wszystkie ulotki, jakie trafiły do mojej skrzynki pocztowej. Nie był to wielki wysiłek, bo i ulotek nie było wiele. Nieliczni kandydaci przyznawali się do tego, czym się zajmują. W tekstach opracowanych przez komitety wyborcze dominowały frazesy, okrągłe zdanka i lanie wody. Nawet jeśli robią coś dla lokalnej społeczności, niewiele osób o tym wie. Skromność może być zaletą, ale nie podczas kampanii wyborczej.

Jak radzić sobie w sytuacji kryzysowej?

Trwają problemy fabryki leków Jelfa. W składzie leku corhydron znalazł się składnik, którego nie powinno tam być. Ponieważ mamy stan gotowości przedwyborczej, politycy robią, co mogą, by tę sytuację wykorzystać. Podczas tej kampanii wyborczej to zresztą nie pierwszy przypadek „twórczego” wykorzystywania sytuacji kryzysowej do celów politycznych. Wystarczy przypomnieć tragedię w Gdańsku, dzięki której Roman Giertych mógł grzmieć o konieczności reformy szkoły i o potrzebie odnowy moralnej.

Na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce. Po wydarzeniach w Gdańsku, jak powiedział jeden z psychologów, należałoby się zachowywać w sposób zgodny z normami obowiązującymi w sytuacji żałoby. Rzeczywiście, kiedy patrzy się na tę sytuację z perspektywy czasu, to dominującym wrażeniem pozostaje jeden wielki chaos. Brakowało skupienia, które ułatwia podejmowanie przemyślanych decyzji. Ciekawe, czy kiedy emocje wyborcze opadną, pojawią się jakiekolwiek działania zmierzające do poprawienia chorej sytuacji panującej w szkołach. Ciekawe, czy pozostaniemy przy pomysłach typu: zamknięte szkoły o zaostrzonym rygorze. Ciekawe, czy ktokolwiek zastanowi się, co dzieje się z rodzicami, że nie potrafią poradzić sobie z wychowaniem własnych dzieci.

Trafiła się politykom kolejna tragedia i trzeba ją wykorzystać, a jakże. Sęk w tym, że politycy nie mają pojęcia, jak się zachowywać. A specjaliści od PR-u piszą te swoje książki, piszą… i to wszystko po nic, bo politycy ich nie czytają. Doradcy polityków chyba też nie. Sytuacja kryzysowa to konkret. Dzieje się tu i teraz. Problem pojawił się określonego dnia, ktoś jest za to odpowiedzialny, coś można zrobić, by zapobiec rozszerzaniu się problemu. Kiedy już uporamy się z tragedią i zagrożenie zostanie zażegnane, przychodzi pora na długofalowe działania, dzięki którym sytuacja się nie powtórzy. Można pokusić się o refleksję na temat skutków tragedii, o luźne uwagi na temat przyczyn. Podczas sytuacji kryzysowej trzeba działać, rozwiązywać problem, a nie zrzucać winę na innych.

Tylko kto o tym wie? Premier Kaczyński? Nie, premier o tym nie wie, bo powiedział (cyt. za „Gazetą Wyborczą”): „Zawiedli ci, którzy stworzyli porządek prawny III RP”. No można spaść z krzesła. Dobrze, że nie powiedział, że wszystkiemu jest winna Platforma Obywatelska. Inspektorzy prowadzący dochodzenie w fabryce Jelfa nie chcieli się jeszcze wypowiadać na temat przyczyn pomyłki, ale premier już wiedział, kto jest winny –- III RP.

Wracając do sedna, pośpiech jest złym doradcą. W sytuacji kryzysowej pośpiech niestety może dać znać o sobie, ale od tego są specjaliści, żeby doradzili, co w danej sytuacji można zrobić. Nie wiem, kto doradził premierowi wstrzymanie produkcji w Jelfie. Fabryka produkuje 80 leków. Zastrzeżenia dotyczą tylko jednego leku, wycofuje się tylko jeden lek z aptek i szpitali, ale wstrzymano produkcję wszystkich medykamentów. Czy ktoś zastanowił się, jakie to będzie miało skutki dla pracowników fabryki? Dlaczego oni mają płacić za to, że szefowie Jelfy nie zareagowali w odpowiedni sposób na pomyłkę przy produkcji leku?

LPR - Lubimy Posłów Rozumnych

Jakiś czas temu w „Szkle kontaktowym” widziałam film nakręcony przez studentów Politechniki Gdańskiej. Przypomniałam sobie o nim, bo ostatnio coraz częściej oglądam spoty reklamowe i na ich tle film studentów wypada naprawdę nieźle. To parodia telewizyjnej reklamy Ligi Polskich Rodzin. Trzeba przyznać, że parodia jest udana również dzięki temu, że pierwowzór był, powiedzmy, dość wyrazisty.

Niedawno w „Kropce nad i” Monika Olejnik zapytała Romana Gierycha o fragment spotu, w którym przed nosem „złych uczniów” zatrzaskuje się brama szkoły. Właściwie zasugerowała, że taki przekaz nie świadczy najlepiej postawie LPR-u wobec młodzieży. Studentom udało się świetnie wykorzystać tę część spotu – w ich filmie brama zamyka się przed posłami, a na ekranie pojawia się hasło: „Lubimy Posłów Rozumnych, szkoda, że nie ma ich w koalicji”. Skoro nie ma ich w koalicji, to ciekawe gdzie są? O ile w ogóle są.