Pozwalam sobie wkleić informacje o Konkursie im. Julka Cyperlinga „Świat w zbliżeniu. Ukryte w szufladzie” na Najlepszy Reportaż w roku akademickim 2011/2012 dla uczniów ze szkół ponadgimnazjanlych i studentów:
Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Łodzi zaprasza do udziału w V edycji Konkursu im. Julka Cyperlinga „Świat w zbliżeniu. Ukryte w szufladzie” na Najlepszy Reportaż w roku akademickim 2011/2012. Celem konkursu jest promowanie i prezentowanie dziennikarskiej twórczości studentów i uczniów szkół ponadgimnazjalnych, którzy poprzez swoją aktywność reporterską opisują i dokumentują „świat w zbliżeniu”, który został nie tylko odkryty przez autora, ale również w formie reportażu utrwalony na dowolnym nośniku medialnym. Tematyka konkursu jest dowolna, choć musi korespondować z metaforycznym tytułem konkursu „Świat w zbliżeniu. Ukryte w szufladzie”.
Konkurs jest otwarty dla wszystkich studentów oraz młodzieży ponadgimnazjalnej. W konkursie mogą wziąć udział zespoły wieloosobowe. Organizator: Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Łodzi.
Prace konkursowe oceniane będą w czterech kategoriach:
* reportaż literacki (pisany),
* reportaż fotograficzny,
* reportaż filmowy,
* reportaż radiowy.
W konkursie przyznawane będą nagrody i wyróżnienia:
* nagroda główna i tytuł Najlepszego Reportażu w Roku Akademickim 2011/2012 przyznawana przez Wyższą Szkołę Pedagogiczną w Łodzi oraz wyróżnienia (ogólna pula nagród finansowych to 5000 PLN),
* nagroda specjalna (dwuosobowy karnet na imprezy organizowane przez Toya Studios w Klubie Wytwórnia w sezonie artystycznym 2012/ 2013) ufundowana przez TOYA Studios Sp. z o. o. za pracę, która nawiązuje do hasła: muzyka i nadzieja,
* wyróżnienia w postaci Dyplomów Honorowych,
* nagrody specjalne przyznawane przez Fundatorów.
Więcej informacji o Konkursie, w tym formularz zgłoszeniowy i regulamin, można znaleźć tutaj. Nieprzekraczalny termin nadsyłania prac to 20 maja 2012 roku (decyduje data stempla pocztowego). Prace konkursowe należy wysłać na adres: Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Łodzi, 90-542 Łódź, ul. Żeromskiego 115, z dopiskiem „Świat w zbliżeniu. Ukryte w szufladzie”.
Wyniki konkursu ogłoszone będą w czerwcu 2012 roku podczas uroczystej Gali w siedzibie organizatora oraz w serwisie internetowym Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Łodzi.
Artykuł należy do kategorii:
Media
kiedy ktoś inny potrafi sprawnie sformułować i wyrazić to, co nam kołacze się po głowie. Lepiej bym tego nie ujęła. Robert Więckiewicz w (bardzo dobrym) wywiadzie dla „Wysokich Obcasów”:
„nie mam konta na Facebooku. (…) Nie interesują mnie pozorne relacje, pozór kontaktów i samozachwyt, że jesteśmy en vogue, trendy, w głównym nurcie. Nie jesteśmy. Jesteśmy w dupie. Jeśli pani nie usiądzie i nie będzie mogła porozmawiać ze swoimi bliskimi normalnie, to jest pani w dupie, za przeproszeniem. I siedem tysięcy znajomych na Facebooku nic tu nie pomoże”.
Bo mnie bardzo. Zwłaszcza teksty tłumaczone translatorami na język polski. Czasem można się nawet domyślać, jaki tekst został przetłumaczony, ale czasem do kosza trafiają np. takie kwiatki:
„Miło czytać , po prostu przeszedł to na kolegę, który robi trochę badań na ten temat. I faktycznie kupiła mi lunch znalazłem dla niego uśmiech Tak więc pozwól mi przeformułować , że: Dziękujemy za obiad!”.
„Potem , on puka ją z odurzony pić , aby mógł otrzymać ją z linii ognia”.
Co poeta miał na myśli?
Artykuł należy do kategorii:
Media
Tomasz Sakiewicz zadeklarował, że będzie głosował na PiS. Trudno było posądzać tego publicystę o obiektywizm, więc żaden to coming out i żadne zaskoczenie. Ale zaangażowanie w kampanię konkretnego polityka? To chyba nie było praktykowane w środowisku dziennikarskim… Sakiewicz wspiera kandydata do sejmu - Jakuba Oparę. Czy jeszcze kogoś? Nie wiem, o tej rekomendacji dowiedziałam się z ulotki, jaka trafiła do mojej skrzynki.
Mam nadzieję, że Rada Etyki Mediów zabierze głos w tej sprawie. Coraz częściej mówi się o fikcji dziennikarskiego obiektywizmu, ale pewne standardy nie zniknęły z kodeksów etyki dziennikarskiej. Nikt nie twierdzi, że dziennikarz ma być wcieleniem bezstronności, ale jeśli staje się wcieleniem stronniczości, to może powinien zastanowić się nad zmianą zawodu. Albo dopisać do swojej gazety, swojego czasopisma, programu telewizyjnego czy radiowego: (nie)oficjalny organ tej i tej partii.
…i to już w pierwszym zdaniu? Tej trudnej sztuki można nauczyć się z tekstu „Czy tramwaje nie interesują olsztynian?”. Na podstawie samej formy tytułu można domniemywać, że dziennikarz jest skłonny odpowiedzieć twierdząco na postawione przez siebie pytanie.
Przeczytajmy pierwsze zdanie: „Mieszkańcy Olsztyna słabo interesują się sprawami swojego miasta”. I tu mogłabym już skończyć lekturę artykułu, bo zdanie jest według mnie nieprawdziwe i krzywdzące olsztynian.
Dlaczego tak myślę? Otóż widziałam sporą grupę ludzi na spotkaniu w sprawie strategii promocyjnej Olsztyna i na innych spotkaniach w Kamienicy Naujacka, gdzie dyskutowano na temat Olsztyna. Widziałam też moderatorów mających problem z utrzymaniem burzliwej dyskusji w ryzach. Widziałam ludzi mających fantastyczne pomysły na rozwój Olsztyna, żywo zainteresowanych braniem udziału w debatach dotyczących tego miasta.
Autor podpisujący się jako „mbob” twierdzi, że olsztynianie „słabo interesują się sprawami swojego miasta”, ponieważ na spotkanie w sprawie tramwajów przyszło „zaledwie ok. 50 osób”.
Zadam inne pytanie niż „mbob”, być może oparte na błędnym założeniu, ale niech będzie: Dlaczego olsztynianie coraz mniej interesują się konsultacjami społecznymi czy też w ogóle mniej interesują się spotkaniami na temat rozwoju Olsztyna? Bo nabierają przekonania, że ich zdanie się nie liczy. Dlaczego? Z uwagi na stosowanie przez włodarzy miasta metody faktów dokonanych: betonuje się plac i mówi ludziom, że do tego betonu to już nic tradycyjnego nie będzie pasowało — tylko nowoczesne „meble miejskie”.
Wrócę jeszcze do tekstu, ale cały czas pozostaję przy lidzie. Dwa pierwsze zdania: „Mieszkańcy Olsztyna słabo interesują się sprawami swojego miasta. Na spotkanie w ramach konsultacji społecznych dotyczące żywo komentowanego tematu tramwajów (konkretnie lokalizacji przystanków) przyszło zaledwie ok. 50 osób” — i już sprzeczność. Albo ludzie się nie interesują, albo temat jest żywo komentowany. Jeśli komentują, to się interesują.
W tekście zabrakło więc: po pierwsze primo — zbadania tematu, po drugie primo — logiki.
Dzisiejsze wystąpienie ministra Jacka Rostowskiego w Parlamencie Europejskim nie powinno mieć miejsca, a przynajmniej nie w takiej formie. Czarny garnitur, marsowa mina i opowiadanie o wojnie. Słuchałam jednym uchem i przez chwilę usiłowałam zrozumieć, kto na nas napadł. I głowiłam się, jak to jest, że wybuchła wojna, a w stacjach informacyjnych nie ma czerwonego paska.
Posłuchałam obojgiem uszu i zrozumiałam. To była historia o prezesie pewnego polskiego banku, który boi się rychłego nadejścia wojny i zastanawia się nad wysłaniem swoich dzieci do Stanów Zjednoczonych. No ludzie…
Sztuka wygłaszania wystąpień publicznych zakłada, że przemówienie ma być dostosowane do sytuacji. Stosowność to podstawowa zasada w retoryce. Aktor może wyolbrzymiać, mówca ma zachowywać się stosownie - tak twierdzili starożytni.
Tyle mówi się o dziennikarzach bijących pianę w związku z cenami walut czy sytuacją na rynku akcji. Krytykuje się ich za nadużywanie słów takich jak: kryzys czy krach. A tu minister finansów wyskakuje z wojną.
Zgodnie z teorią tajemniczego prezesa banku, wspartą autorytetem ministra, wojna musi być. Uzasadnienie? Rzadko się zdarza, by po dziesięciu latach od takiego kryzysu gospodarczego, jaki teraz dotknął Europę, nie wybuchła wojna. Jak nic znowu cukier zdrożeje, bo ludzie zaczną robić zapasy na czarną godzinę.
Szukając informacji na temat konwergencji mediów, trafiłam na stronę profesora Henry’ego Jenkinsa. Po przejrzeniu jego informacji adresowanych do studentów mogę tylko wyrazić podziw - dla profesora i dla uczelni. Intrygujące przedmioty, ciekawa literatura, jasne kryteria zaliczenia przedmiotów. I studenci żywo zainteresowani udziałem w zajęciach
Przykład sylabusa (sprzed dwóch lat, ale nowsze też są): tutaj.
Artykuł należy do kategorii:
Media
Wiadomy mecz. Program Pierwszy Polskiego Radia. Komentator mówi: piłkarz zakręcił się jak bączek będący symbolem naszej prezydencji w Unii
Jeszcze lepszy był opis sędziego otwierającego usta - trwał z minutę i niestety szczegółów nie pamiętam. Jeśli mecz piłki nożnej, to tylko w wersji komentatorów radiowej „Jedynki”.
Artykuł należy do kategorii:
Media
Hagiografia to słowo, jakie przyszło mi na myśl, gdy przeczytałam tekst „Nadgryzione jabłko”. Vadim Makarenko opisuje życie (choć chciałoby się napisać: „żywot”) Steve’a Jobsa. Cytat? „Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że Steve Jobs zakradł się do raju i nadgryzł zakazany owoc. Upadł. I to niejeden raz. Ale za każdym razem potrafił się podnieść i iść dalej”.
„Ty mnie nie maluj na kolanach, ty mnie maluj dobrze”, jak miał powiedzieć Jezus do malarza Jana Styki (w innych wersjach Matka Boska do malarza Styki, a w jeszcze innych Bóg do żydowskiego malarza Mosze - co jest najmniej prawdopodobne z uwagi na specyfikę judaizmu).
Jeszcze jeden cytat? Proszę bardzo: „A być może Jobs po prostu nie nadaje się do opowiadania o przyszłości? On ją tworzy”.
I jak tu się dziwić złośliwcom, którzy użytkowników-wielbicieli Apple’a nazywają wyznawcami?
Kult Apple’a? Apple jako religia? Hagiografia już jest…
Artykuł należy do kategorii:
Media
Dostałam link do tekstu w serwisie Antyweb: „Co wspólnego ma ze sobą 20 najpopularniejszych stron na świecie?”. Autor artykułu dopuścił się plagiatu. Jak już pisałam odnosząc się do blogów kulinarnych, w internecie przypadki podpisywania się pod cudzymi tekstami czy zdjęciami nie należą do rzadkości. Na szczęście internauci potrafią tropić i piętnować plagiatorów, co pokazał kiedyś casus Elizy Michalik. Przeczytałam tekst, którego autorem jest Adrian Drózd, przeczytałam też oryginał. Smutne, że redaktor Antyweba zaczyna przygodę z pisaniem od d… strony (wybaczcie).
Uważam, że czytanie dobrych tekstów jest jednym z najlepszych sposobów, żeby nauczyć się dobrze pisać. I nie ma powodu, aby początkujący autor wstydził się, że szuka inspiracji. Człowiek podający źródła pokazuje, że potrafi docierać do informacji. Byłoby dobrze, gdyby te dane weryfikował i opatrywał krytycznym komentarzem (krytyczny nie musi być krytykancki). Ale jeśli ktoś zaczyna od podpisania się pod cudzym tekstem, to pokazuje, że:
1) jest nieuczciwy,
2) nie zna prawa autorskiego,
3) potrafi się podpisać.
I to trzecie trudno uznać za niezwykłe osiągnięcie.
Komentarze pod tekstem z Antyweba dotyczą nie tylko błędu, jakim był plagiat, ale też błędów ortograficznych czy interpunkcyjnych. Jeden z komentujących pokusił się nawet o wskazanie kilku zdań zawierających tego rodzaju błędy. Zastanawiam się nad sensownością publikowania takich komentarzy. Adrian Drózd wprowadził poprawki we wskazanych miejscach, ale innych (nawet analogicznych) błędów już nie poprawił.
Na forach internetowych zwrócenie komuś uwagi na błąd kończy się flejmem i wyzywaniem od polonistek
Trzeba jednak odróżnić wytknięcie błędu w funkcji chwytu erystycznego (”nie potrafisz napisać źdźbło, a więc jesteś nieukiem i nie możesz mieć racji w tej dyskusji”) od rozpaczliwego nawoływania o zrozumienie dla czytelnika (”człowieku, stawiaj przecinki i kropki, bo nie rozumiem, o co ci chodzi!”). Szkoda czasu na bycie korektorem-wolontariuszem. Ignorowanie tekstów niezrozumiałych czy zawierających taką ilość błędów, która utrudnia czytanie, jest chyba lepszą strategią.
PS. A to się nazywa „lekkie pióro”: „Co wspólnego ma AntyWeb z kserokopiarką?”.