Czy to „Uwaga”? Nie, to „Wiadomości”

Kiedy w 2003 roku na polskim rynku mediów pojawił się „Fakt”, było jasne, że walka o wpływy wśród tytułów tabloidowych będzie zacięta. W tym boju orężem stały się krzykliwe infografiki i teksty poświęcone oburzającym opinię publiczną skandalom. Doszło jednak do tego, że metody walki o uwagę odbiorców, jakie są typowe dla tabloidów, zaczęły stosować media uznawane wcześniej za tzw. „poważne” i „jakościowe”. Ofiarą w tej walce, jak to często bywa, jest zdrowy rozsądek.

Do napisania tego felietonu natchnął mnie tekst Martyny Bundy opublikowany w „Polityce”. Autorka analizuje, w jakiej formie przekazywano w „Wiadomościach” treści na temat tragedii w Katowicach, gdzie w wyniku wybuchu gazu pod gruzami kamienicy zginęło małżeństwo dziennikarzy oraz ich syn. Muzyka jak w filmach grozy przeplatała się z dźwiękami znanymi z melodramatów. Obrazy zniszczeń nie wystarczyły, więc trzeba było pokazać płaczących ludzi i zrobić zbliżenie na ich trzęsące się ręce. Czy to jeszcze jest program informacyjny?

Stałym punktem „Wiadomości” stały się materiały nasuwające na myśl skojarzenia z magazynami społecznymi czy interwencyjnymi. W głównym wydaniu serwisu informacyjnego telewizji publicznej obejrzymy więc pouczające losy sportowca, którego karierę zniweczył alkoholizm, a także wzruszającą historię jeżdżącej na wózku inwalidzkim kobiety, którą zajmuje się leciwa matka.

Zjawisko, jakie możemy obecnie obserwować, znacznie wykracza poza to, co oglądaliśmy jeszcze do niedawna, gdy obrazek typu human story był jedynie przykładem ilustrującym określony problem ekonomiczny, społeczny czy nawet polityczny. Zabieg ten służył chociażby pokazaniu, w jaki sposób na życie Jana Kowalskiego może wpłynąć konflikt gazowy między Rosją a Ukrainą. Historie „z życia wzięte” były przystawką, a obecnie rozrastają się do rozmiarów głównego dania.

Telewizyjne serwisy informacyjne coraz rzadziej informują o tym, co się dzieje w Polsce i na świecie, coraz mniej wyjaśniają, a częściej wzruszają, tumanią i przestraszają (parafrazując klasyka). Widz „Wiadomości” nie dowie się wiele na temat sytuacji politycznej w Afryce czy problemów ekonomicznych w Ameryce Południowej, ale uroni łzę nad losem bliźniego i wystraszy się śmiercionośnego wirusa.

Czy to źle, że telewidz szuka przeżyć? Nie, bo to ludzka potrzeba. Czy to źle, że widz „Wiadomości” jest wzruszany, tumaniony i przestraszany? Tak, bo nie taka powinna być funkcja sztandarowego programu informacyjnego telewizji publicznej. A tymczasem kolejne programy informacyjne tracą swój właściwy charakter i zbliżają się pod względem treści i formy do magazynów społecznych czy interwencyjnych. W odwrotną stronę ten proces nie zachodzi.

Zakończę tekst (nieskładnym gramatycznie) apelem: żeby „Uwaga” była „Uwagą”, a „Wiadomości” – „Wiadomościami”.

(felieton dla „Wiadomości Uniwersyteckich”)

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.

Skomentuj artykuł

Możesz używać tych znaczników XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>