Fakt autentyczny

„Pucuł i Grzechu” to serial dotyczący poprawnej polszczyzny emitowany przez Telewizję Polską. Właściwie trzeba go nazwać serialikiem, bo każdy odcinek trwa tylko 40 sekund. Mam nadzieję, że określenie „fakt autentyczny” nie będzie w nim uwzględnione, bo 40 sekund to za mało, żeby pokazać komplikacje związane z tym pojęciem.

Teoretycznie określenie „fakt autentyczny” to pleonazm, a więc błąd językowy taki jak „masło maślane”. Ale czy aby na pewno? – zapytam jak Bogusław Wołoszański w „Sensacjach XX wieku”. Być może to pojęcie powinno być traktowane jako poprawne, a nie błędne. Być może jego użycie jest uzasadnione.

O „faktach” pisała Joanna Szczepkowska w jednym ze swoich felietonów dla „Wysokich Obcasów”. Mężczyzna z aparatem fotograficznym zapytał aktorkę: „Przepraszam panią, czy mógłbym zrobić pani zdjęcie a la paparazzi?”. Wtedy zaskoczona Szczepkowska dowiedziała się o ustawkach i o zdjęciach w stylu paparazzi.

Kreowanie newsów na potrzeby gwiazd to jeszcze nie wszystko. W tabloidach co jakiś czas pojawiają się fikcyjne opowieści. Nie tylko z powodu Prima Aprilis, ale i bez okazji. Są to historie o rolniku oszukanym przez UFO czy o wielorybie płynącym w górę Wisły. Zawsze można też prorokować: kiedy nadejdzie koniec świata albo kiedy pojawi się kolejna klęska żywiołowa. Dziennikarzy tabloidów można nazywać literatami, bo w ich tekstach fikcja przeważa nad prawdą.

Grzegorz Miecugow podczas spotkania autorskiego wspomniał, że rozmawiał z twórcą tekstu o wielorybie. Zapytał go o powód napisania tej bzdury. Otrzymał od dziennikarza „Faktu” odpowiedź: „bo mi kazali”. Wymyślanie mniej czy bardziej nieprawdopodobnych historii należy do obowiązków dziennikarzy tabloidów.

Odbiorca mający świadomość nieprawdziwości tekstu najwyżej uśmiechnie się, pokiwa głową z politowaniem. Czytelnik nieświadomy fikcyjności tekstu weźmie go sobie do serca i będzie przekonany, że to, co przeczytał, to szczera prawda, czyli fakt autentyczny. A to był tylko „Fakt”.

„Tworzenie faktów” zdarza się również tak zwanym dziennikom opiniotwórczym. Jakiś czas temu „Dziennik” pospieszył się i obwołał nowym szefem NBP niewłaściwego człowieka. Gazeta opublikowała tekst „Nowy szef NBP nie spieszy się do euro”, ogłaszając prezesem NBP Jana Sulmickiego, który tymczasem wycofał się z walki o stanowisko.

Podział na dzienniki poważne (czyli opiniotwórcze) i rozrywkowe (czyli tabloidy) nie odzwierciedla stanu rzeczy. Tabloidy to też gazety opiniotwórcze. Siła ich oddziaływania jest nawet większa niż dzienników z wyższej półki, bo trafiają one do ludzi gorzej wykształconych i bardziej podatnych na wpływy. Kreowanie opinii w oparciu z sfabrykowane informacje jest szczególnie ogłupiające.

Korzystanie z akcji „Faktu” takich jak „planowanie domowego budżetu” jest w związku z tym dość ryzykowne, bo nie wiadomo, czy zdaniem tabloidu dwa i dwa to na pewno cztery. Może być pięć, żeby było bardziej sensacyjnie. I wtedy budżet się nie dopnie. A co dopiero mówić o akcji wypełniania PIT-ów z „Faktem”?

Felieton opublikowany w serwisie media2.pl.

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.

Skomentuj artykuł

Możesz używać tych znaczników XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>