Kontakt z publicznością może być dla artysty niezbyt przyjemny. Kilka dni temu doświadczył tego Goran Bregović. Zdarza się bowiem, że spotkanie twórcy z widownią prowadzi do obustronnego rozczarowania. Nieco łatwiej jest wówczas, gdy artystę oddziela od widzów ekran.
Goran Bregović jest twórcą dobrze znanym polskiej publiczności. Odbiorcy mają wobec niego określone oczekiwania. Przede wszystkim spodziewają się muzyki, przy której nogi same rwą się do tańca. Organizatorzy koncertu, który odbył się w Sali Kongresowej, w materiałach promocyjnych określili Bregovića jako ikonę muzyki bałkańskiej oraz ulubieńca polskiej publiczności.
Opera „Karmen (z happy endem)” rozczarowała jednak widzów. Pierwsza połowa spektaklu opierała się na słowie, a nie na muzyce – część publiczności była nią wyraźnie znudzona i dawała temu wyraz. Pojawiły się gwizdy i krzyki: „Graj piękny Cyganie!”. Organizatorzy występu Bregovića napisali: „Na jego koncertach nie sposób usiedzieć w jednym miejscu”. Wiele osób wzięło to sobie do serca i zaczęło opuszczać przedstawienie.
Artysta miał możliwość widzieć i słyszeć reakcje publiczności. To jednocześnie wada i zaleta występów nie przed kamerą telewizyjną, a bezpośrednio przed widownią. Dobre strony są takie, że twórca może otrzymać pozytywny komunikat zwrotny i jego „ego” zostanie podbudowane. Złe strony pojawiają się wtedy, gdy publiczność głośno krytykuje przedstawienie, a nawet wstaje z miejsc i wychodzi, co niewątpliwie budzi w wykonawcach negatywne odczucia.
O wiele łatwiej jest, kiedy barierę oddzielającą artystę od publiczności stanowi ekran. Pośrednictwo mediów sprawia, że wykonawca nie otrzymuje natychmiastowej negatywnej informacji zwrotnej, a odbiorca może z łatwością przerwać odbiór nieinteresującego go programu. Ekran oddziela oba światy. Twórca pozostaje w wykreowanym przez siebie otoczeniu, nie słyszy gwizdów, nie widzi znudzonych min i nikt nie rzuci w niego pomidorem.
Widzowie przywykli do pośrednictwa ekranów. Dowodem na to są chociażby zachowania wobec napotkanych na ulicy aktorów. Po pierwsze - ludzie utożsamiają ich z serialowymi postaciami, a po drugie - zachowują się tak, jakby aktorzy znajdowali się po drugiej stronie ekranu (na przykład głośno komentują ich wygląd i zachowanie).
Przyzwyczajenie do odbierania świata za pośrednictwem ekranu sprawia, że widzowie nie zawsze potrafią odnaleźć się w sytuacji, kiedy artysta staje na scenie tuż przed nimi. Wciąż wydaje im się, że siedzą w kapciach przed telewizorem i w związku z tym wyrażają swoje opinie w dowolnie wybrany, również chamski, sposób.
Felieton opublikowany w serwisie media2.pl.
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.