Trup ściele się gęsto

Znawcy tematu już dawno ogłosili śmierć książki. Poza tym oczywiście nie omieszkali dodać, że prasa dogorywa. Blogosfera też umiera, a jakże. I co dalej?

Co jakiś czas pojawiają się doniesienia o śmierci mediów (takich jak radio czy prasa), a także różnych gatunków i zjawisk medialnych (słuchowisko radiowe, blogosfera). Można odnieść wrażenie, że toczy się tu jakaś gra, w której wygra ten, kto wcześniej stwierdzi zgon (nawet jeśli pacjent żyje).

Kiedy telewizja zaczęła zyskiwać na popularności, mówiono, że kino nie ma szans przetrwać. Kiedy pojawiły się nośniki takie jak kaseta VHS, to był już po prostu koniec kinematografii. I co? I kino ma się całkiem nieźle. Kiedy pojawiły się kasety magnetofonowe, a później płyty CD, mówiono, że to koniec radia. I co? Radio istnieje.

Pojawienie się komputerów i internetu spowodowało zamieszanie. Skoro powstał internet, to coś musi umrzeć (nauczka związana z innymi mediami poszła w zapomnienie). Padło na nośniki papierowe – książki i prasę. Agencja Artegence podała nawet datę śmierci prasy - rok 2012. Amerykanie są tu większymi optymistami. W książce „Znikająca gazeta” Philip Meyer twierdzi, że ostatnia gazeta w wersji papierowej ukaże się w 2043 roku.

Poniekąd rozumiem te przewidywania, bo tworzą je ludzie o określonym punkcie widzenia, który, jak wiadomo, zależy od miejsca siedzenia. Jeśli ktoś intensywnie zajmuje się internetem (bo z tym medium wiąże się jego praca bądź pasja), przestał czytać z papieru i woli czytać z ekranu, to wydaje mu się, że wszyscy tak mają. Albo zależy mu na tym, żeby wszyscy tak mieli.

Do tego typu proroctw trzeba mieć odpowiedni dystans – najlepiej dość duży. Ma go Daniel Passent, który - komentując doniesienie o śmierci prasy w 2043 roku - pisze: „Moja pierwsza refleksja jest egoistyczna, ale za to szczera: nie przewiduję pisania felietonów przez kolejne 50 lat, więc najpierw pewnie zniknę ja, a dopiero potem moje medium. Ta kolejność mi odpowiada. Mogę zawołać jak ten Czech, który słuchał referatu o świetlanych perspektywach socjalizmu: – Ja się nie boję. Ja mam raka!”

Kino, radio, telewizja nie zniknęły w wyniku pojawienia się nowych mediów, ale się zmieniły. Podobnie jest z blogosferą. Nick Carr pisze o ewoluowaniu blogów w stronę serwisów tematycznych - ale przecież dotyczy to tylko niektórych blogów. Blogosfera nie ginie – blogosfera się zmienia.

Określenia takie jak „śmierć” czy „umieranie” mają silną wymowę i w związku z tym dobrze się sprzedają (wiadomo, że nic tak dobrze nie ożywia gazety, jak trup na pierwszej stronie). Tymczasem nie o śmierć tu chodzi, a o przemiany. Tylko to takie banalne…

Felieton opublikowany w serwisie media2.pl.

Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.

Skomentuj artykuł

Możesz używać tych znaczników XHTML: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>