Każdy student dziennikarstwa wie, a jak nie wie, to powinien się dowiedzieć, że jeśli opisuje się jakieś wydarzenie, trzeba odpowiedzieć na pytania: kto? co? kiedy? jak? Najtrudniejsze pytanie to: dlaczego? Pytanie „jak?” też z resztą do łatwych nie należy. Te dwa pytania należy zostawić na koniec.
Tymczasem powstała dziwna maniera, by tuż po wydarzeniu pytać: „dlaczego?” i domagać się natychmiastowej odpowiedzi. A jak eksperci mówią, że na odpowiedzi jest jeszcze za wcześnie, dziennikarze tworzą własne odpowiedzi i własne wersje wydarzeń.
Przy całym moim szacunku do Pana Jacka Pałasińskiego, nie jest on chyba znawcą lotnictwa, tymczasem ok. 13.50 wystąpił w TVN24 w roli eksperta. „Jacek Pałasiński o systemach naprowadzania” – tak podsumowała jego wypowiedź prowadząca program.
Gratulacje dla Mariusza Sidorkiewicza. Przekazał informacje szefa komisji badającej katastrofę, że określenie przyczyn tragedii może potrwać nawet rok. Dziennikarz przekazał apel, aby nie spekulować na temat nieznanych jeszcze przyczyn katastrofy, ponieważ na tym etapie spekulacje to manipulacja. Po wejściu antenowym Sidorkiewicza Beata Tadla skomentowała: „komisja nie chce mówić o przyczynach”. Ręce opadają.
I jeszcze z regionalnego podwórka, ale o tym samym wydarzeniu. Na stronie głównej regionalnego portalu wm.pl jest informacja: „Nie działał system naprowadzania samolotów. Wojsko oficjalnie potwierdza: w chwili katastrofy samolotu CASA na lotnisku nie działał system ILS, pomagający pilotom w precyzyjnym podejściu do lądowania”.
Właściwie to dezinformacja, a nie informacja. Informacje pojawiają się dopiero po przejściu na kolejną stronę. Dopiero tam dowiadujemy się, a i to nie wprost, że brak systemu sam w sobie nie mógł być przyczyną katastrofy. Dziennikarze wiedząc, że czytelnicy często poprzestają jedynie na przeglądaniu nagłówków, powinni zadbać, aby nie wprowadzały one w błąd.
Szybko nie znaczy dobrze.
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.