Obejrzałam „Borata”. Co prawda czekam na „Jak to się robi” Łozińskiego, ale w olsztyńskich kinach jeszcze nie grają, więc wybrałam się na film, o którym mówiono, że nawiązuje do Monty Pythona.
Film nie jest ani aż tak dobry, jak mówią osoby zachwycone, ani aż tak beznadziejny, jak mówią osoby zniesmaczone. Jest po prostu „nierówny”. Obok bardzo dobrych scen i dobrze napisanych tekstów są sceny prostackie. Prawdę mówiąc, momentami zastanawiałam się, z czego ludzie się śmieją. Na prymitywnych scenach dorośli ziewali, ale nastolatki pokładały się z radości.
Szkoda, że film został zepsuty nadmiarem scen budzących niesmak, które nijak się miały do całej historii. Pomysł, żeby skonfrontować wydumaną kulturę kazachską z istniejącą, choć przerysowaną kulturą amerykańską, jest genialny. Tylko czy trzeba aż tak prostackich zachowań, żeby pokazać zachowania w „USiA”? Nie trzeba. Film byłby lepszy bez kilku scen, po delikatnym przesunięciu akcentów.
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.
dobry jest ten artykuł