Trzeba przyznać, że prezydent Kaczyński ma bogate słownictwo. Było „spieprzaj dziadu”, jest „małpa w czerwonym”. Słowa prezydenta nie były skierowane do dziennikarki, ale były o dziennikarce do Andrzeja Krawczyka. Skoro inni je usłyszeli, to wypadałoby powiedzieć „przepraszam” i byłoby po sprawie. W końcu każdemu zdarza się palnąć głupstwo. Niestety prezydent chyba uważa, że on nie musi przepraszać.
Mówi się o brutalizacji języka polityki jako o reakcji na coraz ostrzejszą walkę o władzę. Zgadzam się z tym, ale dodałabym też inny powód: brak kultury. Niczym innym nie potrafię sobie wytłumaczyć faktu, że prezydent posługuje się takim, a nie innym słownictwem. Tłumaczenia Kaczyńskiego, że prywatnie różnie nazywa dziennikarzy i innych ludzi, są żenujące.
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.