Roman Młodkowski został jednym z laureatów tegorocznej Nagrody Kisiela. Cieszy mnie nagroda dla dziennikarza, który mówi o gospodarce tak, jak powinno się to robić, a mianowicie: zrozumiale. Ekonomiści porozumiewają się językiem zbyt trudnym dla dużej części społeczeństwa. Jeśli fachowcy rozmawiają tym językiem między sobą — nie ma sprawy. Jeśli tym samym językiem mówią do laików — to już gorzej.
Myślę, że umiejętność dostosowania komunikatu do potrzeb i możliwości odbiorcy to dla dziennikarzy zajmujących się gospodarką duże wyzwanie. O ile łatwiej posługiwać się sformułowaniami znanymi tylko fachowcom i narzekać, że odbiorcy niczego nie rozumieją. Ten sam problem występuje zresztą w przypadku prawników, lekarzy, urzędników itp.
Przedstawiciele wielu zawodów posługują się wyuczonymi formułkami i są do nich tak przyzwyczajeni, że nie potrafią przetłumaczyć na polski tekstu naszpikowanego fachowym słownictwem. O dziwo, ten sam problem dotyczy polonistów, którzy zapominają o komunikatywności i często piszą tak, jakby ich główną ambicją było użycie jak największej ilości wyrazów ze „Słownika wyrazów obcych”.
Roman Młodkowski odnalazł złoty środek w mówieniu o gospodarce — fachowe słownictwo służy mu do określania zjawisk, których inaczej nazwać się nie da. Jednocześnie nie dopuszcza się nadmiernych uproszczeń, przez co przekaz nie traci na wartości. Być może Młodkowskiemu, paradoksalnie, pomaga brak wykształcenia ekonomicznego (studiował prawo i teatrologię), dzięki czemu potrafi posługiwać się językiem zrozumiałym dla nieekonomistów.
Możesz śledzić komentarze do tego wpisu przez czytnik RSS 2.0. Możesz zostawić swój komentarz do tego artykułu.